NBA: Phoenix - San Antonio Spurs
Koszykówka
/
K2 /
06 maja 2010 /
Skomentuj
Stan rywalizacji na 6 maja 2010: 2:0 dla Phoenix Suns.
Choć Spurs, to obok Los Angeles Lakers, najbardziej utytułowana drużyna NBA ostatniej dekady (3 mistrzowskie tytuły), niewielu jest koszykarskich maniaków, którzy trzymaliby za nią kciuki. A bo to ekipa weteranów, dla których bardziej od monstrualnych wsadów liczą się celne „trójki", a bo to tempo rozgrywania ich akcji dostosowane jest zwykle to obecnej formy zdrowotnej jej grubo ponad 30-letnich liderów, a bo to jej największą gwiazdą jest nudny jak flaki z olejem Tim Duncan...
Spurs jak co roku obijają się w sezonie zasadniczym usypiając swoich przeciwników, nie zależy im na jak największej liczbie wygranych, które zaowocowałyby przewagą własnego parkietu w kolejnych rundach meczów „post season". Od lat wychodzą z założenia, że jeśli gra się o mistrzostwo prędzej czy później i tak będzie trzeba wygrać na wyjeździe.
Lecz nie doceniać ich klasy nie sposób. Choć w tym roku do playoffów wystartowali z siódmej pozycji w pył zmietli faworyzowanych Dallas Mavericks rozbijając ich 4:2. Fizyczność, intensywność, boiskowe charakter oraz brutalność z jaką grali koszykarze Grega Popovicia przypominała starych, dobrych „Bad Boys" lat 80. Heroiczna postawa Manu Ginobili'ego, który grał ze złamanym nosem czy przyspieszony powrót na boisko długo kontuzjowane Tony'ego Parkera w serii z Mavericks pokazały, że nigdy nie należy lekceważyć serca prawdziwych mistrzów.
Świetnie zdają sobie z tego sprawę Phoenix Suns, którzy mierzyli się ze Spurs w ostatnich latach nader często. W roku 2003 Słońca przegrały z Ostrogami 2:4, a San Antonio sięgnęło po tytuł. Dwa lata później ekipa z Arizony przegrała jeszcze dotkliwiej, tym razem 1:4, a mistrzostwo - a jakże - ponownie powędrowało do Teksasu.
Pojedynki obu ekip w latach 2007 i 2008 już dawno przeszły do historii NBA jako jedne z najbardziej brutalnych oraz najbardziej dramatycznych w całej historii ligi. Za każdym razem wygrywali twardsi, czyli Spurs.
Od tamtego czasu na Suns przyklejono dwie łatki - mięczaków, którzy potrafią jedynie w efektowny sposób zdobywać masę punktów, a gdy przychodzi faza playoff, w której króluje defensywa odchodzą na tarczy, oraz tych mających kompleks Spurs - wszak nigdy jeszcze ich w playoffach nie pokonali...
Suns posiadają przewagę własnego parkietu i nawet wygrali spotkanie otwierające serię. Świetnie zagrało trio Nash-Stoudemire-Richardson, które uzbierało 83 punkty. I tylko jeśli ten ostatni utrzyma strzelecką formę, Phoenix może w tej serii zwyciężyć. Wszak gdy nowy nabytek Słońc rzuca 20 lub więcej oczek w meczu, jego zespół legitymuje się bilansem 30-4...
Problem w tym, że dla Spurs unieszkodliwienie rywala (nawet w sposób niezgodny z przepisami - co nie raz udowadniali) jest jak pociągnięcie za spust seryjnego mordercy - robią to bez mrugnięcia powieką.
Mój Typ: Zwycięzca rywalizacji: Wygra (BACK) San Antonio Spurs
Kurs: @3.80
Stawka: 1/10



