NBA: Orlando Magic - Boston Celtics
Koszykówka
/
K2 /
18 maja 2010 /
Skomentuj
Stan rywalizacji: 1:0 dla Bostonu
Środa, 02:30 CET. Mecz w opcji na żywo na Betfair.
Pierwsze spotkanie serii można uznać za najdziwniejszy mecz tegorocznych playoffów. Ekipa z Bostonu zupełnie uniemożliwiła Orlando grę, jaką zespół z Florydy lubi najbardziej - spontaniczną, opierającą się na odegraniach pod kosz do Dwighta Howarda i ewentualnych odrzuceniach na obwód, skąd rozgrywający Magic albo decydują się na akcje typu pick&roll albo rzucają za 3 punkty. W meczu #1 nic z tego nie wyszło.
Howard trafił tylko 2 rzuty z gry i zdobywając 13 punktów zaliczył jeden z gorszych spotkań w swojej karierze w playoffach. Center Magic nie był w stanie przeciwstawić się silnemu jak tur Kendrickowi Perkinsowi a także doświadczonemu Rasheedowi Wallace'owi, który na dodatek w umiejętny sposób środkowego Magic prowokował i wytrącał z meczowego rytmu. Gospodarze trafili tylko 5 z 22 rzutów za 3 punkty, mieli aż 18 strat. Fatalnie oprócz Howarda zagrali także Rashard Lewis i Matt Barnes, którzy uzbierali łącznie 8 oczek.
Celtics dominowali dzięki spowalnianiu gry i żelaznej defensywie. Ich przewaga w pewnym momencie wynosiła już 20 punktów a i tak w końcówce spotkania rozczarowujący Magic doszli Boston nawet na 4 oczka, co świadczy o tym, że nawet rozgrywając jeden z najgorszych meczów przed własną publicznością w całym sezonie Magic potrafili doprowadzić do zaciętego finału - tylko i wyłącznie dzięki swojemu ofensywnemu potencjałowi.
Boston w ostatnim fragmentach gry albo opadł z sił, jak to miało wielokrotnie razy miejsce w meczach sezonu regularnego, albo nieco pokpił sprawę, rozluźniając się. Fakt jednak pozostaje faktem - odebrał Magic z rąk ich główny atut (przewagę parkietu), swoją twardą grą zasiał w szeregach Magików nie lada niepokój. „Rzucił rękawice: jak to na swoim blogu opisał rezerwowy Magic Adonale Fole i czeka, czy ktoś z Orlando pofatyguje się by ją podnieść.
Mecz numer dwa to dla Magic spotkanie ostatniej szansy. Choć seria trwa do czterech wygranych każdy z Magic wie, że jest na stryczku i trzeba się z niego uwolnić. Przegrana w drugim meczu z rzędu oznaczałaby praktycznie koniec marzeń o powtórce z zeszłego roku i awansie do finału. Boston przed własną publiczność wygrywając 2:0 nie wypuściłby takiej szansy z rąk.
Stan van Gundy, opiekun Orlando, mówił po pierwszym spotkaniu, że jego koszykarze po raz pierwszy w sezonie wyszli do gry pozbawieni emocji, zdekoncentrowani, że zwycięstwa pragnęli mniej od przeciwników. Zapewniał także, że ta sytuacja nie powtórzy się w kolejnym starciu. Tym razem role nieco się odwróciły. Przed meczem otwarcia to Boston musiał wygrać w Amway Arena by myśleć o finale. Teraz, to Magic MUSZĄ zwyciężyć, jeśli chcą pozostać w grze.
Na koniec trochę statystyk. Orlando w sezonie zasadniczym trafiało średnio za 3 punkty z 38% skutecznością, za 2 z 47%. W meczu numer 1 była ona odpowiednio na poziomie 22% i 41%. Do tego zaledwie 3 trzech graczy (Carter, Nelson i Gortat) zdołali dociągnąć do swojej średniej punktowej. A mimo tego, Orlando przegrało tylko 4 punktami mając nawet szansę na zwycięstwo.
Przegrana Magic w pierwszym meczu oznacza zatem dwie rzeczy. Po pierwsze faworytem serii są teraz Celtowie i oni będą nadawać tej rywalizacji ton. Po drugie mecz na takiej skuteczności w ataku we własnej hali już się Magic przytrafić nie ma prawa.
Mój Typ: Wygra (BACK) Orlando Magic
Kurs: @1.34
Stawka: 3/10



