NBA: Los Angeles Lakers - Phoenix Suns
Koszykówka
/
K2 /
17 maja 2010 /
Skomentuj
Dzisiaj początek rywalizacji w finale na Zachodzie...
Wtorek, 03:00 CET. Mecz w opcji na żywo na Betfair.
Obie drużyny spotkały się ze sobą w tym roku aż czterokrotnie. Zdecydowanie lepszy bilans bezpośrednich pojedynków mają Lakers, którzy wygrali trzy razy (za każdym razem wysoko i efektownie) jeden raz ulegając Phoenix na ich parkiecie.
Przewagi, jakie obrońcy tytułu mają nad ekipą z Arizony są skupione przede wszystkim pod koszem. W Suns jedynymi prawdziwymi środkowymi są Jarron Collins a także kontuzjowany drugoroczniak Robin Lopez, który być może zdecyduje się wrócić na boisko w trakcie trwania serii (zdania o podobnych powrotach są podzielone), ale na pewno nie na mecz otwarcia. Amare' Stoudemire to typowy silny skrzydłowy, który zwykle próbując przepychać się z centrami rywala łapie faule, traci siły i nie jest już tak efektywny na atakowanej stronie parkietu. Channing Frye to środkowy operujący na obwodzie.
Lakers mają wszechstronnego Pau Gasola a także Andrew Bynuma, który mimo lekkiego urazu zdecydował się w finale konferencji wystąpić. Obaj bezdyskusyjnie dominowali w serii z Utah Jazz notując średnio double-double w każdym z czterech meczów i podobnie może być starciach z Phoenix. Jeśli Słońca chcą do tego nie dopuścić muszą zacząć biegać, wrócić do swojej ulubionej gry run&gun sprzed kilku lat i spowodować by dwójka Gasol-Bynum nie miała okazji otrzymywać podań będąc ustawionym tyłem do kosza.
Najwięcej w Phoenix znów zależeć będzie od graczy drugo i trzecioplanowych. Jak na wyjeździe, w tak zaawansowanym momencie sezonu spiszą się Jarod Dudley, Goran Dragić oraz Leandro Barbosa. Czy wytrzymają presję gry w mieście Hollywood i okażą się lepsi od obwodowych Lakers, którzy przed własną publicznością zwykle spisują się wyśmienicie? Trudno przewidzieć, choć pamiętać należy, że Lakers to najlepiej grająca przed własną publicznością ekipa sezonu regularnego, która w Staples Center przegrała ledwie 7 meczów. Do tego średnia punktowa Jeziorowców w meczach z Phoenix w LA wynosiła w tym roku prawie 115 oczek. Ogromna w tym zasługa właśnie „ławkowiczów".
Nikt nie ma także wątpliwości, że Phoenix wyeliminowało San Antonio Spurt dzięki skutecznej grze Jasona Richardsona. J-Rich rzucał średnio w starciach ze Spurs prawie 20 punktów trafiając 12 z 23 rzutów za 3. W meczach sezonu zasadniczego przeciwko Lakers jego średnie były wręcz zatrważające - 8,7 punktów przy skuteczności 3/21 zza linii 7,20m! Wszystko to zasługa Rona Artesta, który już w pierwszej rundzie playoffów skutecznie uprzykrzył życie Kevinowi Durantowi.
Suns mają atuty w postaci Steve'a Nasha, którego obawia się nawet Phil Jackson (przed pierwszym spotkaniem narzekał na to, że sędziowie przymrużają oko na jego błąd tzw. niesionej piłki). Master Zen podobnych psychologicznych trików próbował już przed meczami z Oklahoma City Thunder, kiedy to próbując wywrzeć presję na Durancie publicznie wyznał, że król strzelców tytuł wywalczył dzięki pomocy arbitrów. Wtedy zadziałało, bo „Durantulla" grał w kratkę, z doświadczonym Nashem nie powinno pójść tak łatwo.
Suns w serii ze Spurs również nie byli faworytem a zmietli Ostrogi z powierzchni ziemi. Wtedy jednak rozpoczynali serię w domu, teraz przewagę parkietu mają mistrzowie. Niektórych rzeczy nie da się jednak przeskoczyć - a taką w tym przypadku jest wzrost Lakers. Ich dominacja w pomalowanym, na deskach a także w blokach.
Mój Typ: Wygra (BACK) HCP -6.5 Los Angeles Lakers
Kurs: @2.04
Stawka: 3/10



