NBA: Los Angeles Lakers - Phoenix Suns
Koszykówka
/
K2 /
19 maja 2010 /
Skomentuj
Stan rywalizacji: 1:0 dla LA Lakers.
Czwartek, 03:00 CET. Mecz w opcji na żywo na Betfair.
Obrońcy mistrzostwa z Los Angeles wysłali w pierwszym meczu graczom i trenerom Suns wiadomość - za nic w świecie nie uda wam się nas pokonać. Powiedzieć, że Lakers pokonali na otwarcie serii rywala, to nie powiedzieć nic. Po zawodach było już w trzeciej kwarcie, w której eksplozją formy wyróżnił się Kobe Bryant. Na ostatnią ćwiartkę na boisko swych 36-letnich kości nie musiał już nawet fatygować Steve Nash. Alvin Gentry wolał, aby jego lider odpoczął i przygotował się do batalii w pojedynku drugim.
Lakers wyglądali w meczu#1 jak wygłodniali awansu do finału zawodowcy, podczas, gdy gracze Suns zachowywali się, jakby już sam udział w finale konferencji w pełni ich satysfakcjonował. Gospodarze prezentowali się zdecydowanie lepiej w każdym aspekcie - zdobyli aż 20 punktów więcej od Suns spod samego kosza, częściej trafiali z dystansu (47% do 22%) no i mieli w swoich szeregach graczy, którym przytrafiły się spotkania genialne.
Kobe Bryant, który cały poprzedni tydzień uskarżał się na uraz kolana dostał 6 dni wolnego. Efekt był taki, że zaliczył 11 wieczór w swojej playoffowej karierze, podczas którego zdobył 40 punktów. Był to także szósty mecz z rzędu gwiazdy LA w tegorocznych spotkaniach posezonowych z trzydziesto lub większą zdobyczą.
Drugim bohaterem miejscowych był Lamar Odom. Wychodząc z ławki rezerwowych rzucił imponujące 19 oczek i tyle samo zbiórek. W ekipie Suns wydaje się zatem, że nie ma nikogo, kto byłby w stanie ich zatrzymać. A to oznacza kłopoty i szybką wyprawę na ryby.
Phoenix w meczu drugim czeka ciężkie zadanie. Będzie ono swoistym testem twardości oraz odporności psychicznej dla jej koszykarzy. Nie łatwo jest podnieść się po wysokiej przegranej, jeszcze trudniej, gdy ma się świadomość, że zagrało się przyzwoite zawody. W Suns wystąpił jednak Robin Lopez (który zdobył nawet 14 punktów i miał 6 zbiórek) a Phoenix i tak przegrało walkę na tablicach. Nawet pomimo tego, iż Andrew Bynum, który miał być głównym czynnikiem przemawiającym za Lakers, zagrał jedynie 19 minut.
Suns doznali dotkliwej porażki, mimo że w pełni sił był Steve Nash. Lakers byli jednak świetnie przygotowani na akcje dwójkowe Kanadyjczyka z Amare' Stoudemirem ze środka, czym wytrącili całą ekipę z rytmu. W końcu Suns nie mieli nic do powiedzenia w końcówce meczu, chociaż grali zespołowo (25asyst) i mieli mało strat (11). Słowem - rozegrali bardzo dobre zawody. Tylko, że Lakers wychodziło wszystko.
Powstaje pytanie czy mistrzowie mogą zagrać w ten sposób raz jeszcze. Oczywiście, że tak, tym bardziej, że Kobe Bryant znów czuje się w pełni sił i nie można zapominać, że wciąż jest koszykarzem zdobywającym punkty z największą łatwością w NBA. Nie poradzili sobie z nim ani Jared Dudley ani Grant Hill. Odpowiedzi Suns nie mają także na Pau Gasola, całkowicie swobodnie po całym boisku hasał sobie Odom. Podczas, gdy Bynum nie wydaje się być w pełni sił, to od tego ostatniego zależeć będzie najwięcej. A grać na podobnym poziomie jak w pierwszym meczu potrafi - pokazywał to chciałby podczas zeszłorocznych finałów. Mecz#2 może być zatem powtórką pojedynku pierwszego.
Mój Typ: Wygra (BACK) -5.5 LA Lakers
Kurs: @1.75
Stawka: 3/10



