NBA: Los Angeles Lakers - Boston Celtics
Koszykówka
/
Maciej Szlachtowicz /
03 czerwca 2010 /
Skomentuj
Mecz #1 finału NBA.
Piątek, 3:00 CET. Mecz w opcji na żywo na Betfair.
Finał finałów, w którym spotykają się najbardziej utytułowane zespoły w historii NBA. Celtics nad kopułą swojej hali zawieszonych mają 17 mistrzowskich sztandarów, Lakers 15. Oba teamy kwestię kolejnego mistrzostwa rozstrzygną między sobą po raz 12 - do tej pory aż 9 z 11 takich pojedynków wygrywali Celtowie - ostatni raz w pamiętnym finale z 2008 roku, w którym to stłamsili ekipę z Miasta Aniołów 4:2. W tym roku To Lakers mają jednak przewagę własnego parkietu, na którym w playoffach na przestrzeni ostatnich lat zostali pokonani tylko trzykrotnie na 31 pojedynków (96,7% zwycięstw). Na dodatek w tegorocznych playoffach mają bilans 8-0.
Faworytami serii według bukmacherów są Lakers. Mają przewagę własnego parkietu, Kobe'go Bryanta, który ściga Michael Jordana w zdobytych mistrzowskich pierścieniach, a także (a może przede wszystkim) Phila Jacksona, którego zespoły po wygraniu pierwszego spotkania playoffowej rywalizacji nie zaznały jeszcze porażki w 47 (!) seriach do czterech zwycięstw. Lecz w starciu z tegorocznymi Celtics żadna z liczb czy statystyk może nie mieć większego sensu. Amerykańscy eksperci w typowaniu zwycięzcy są podzieleni jak zwolennicy Barraca Obamy po wycieku ropy naftowej w Zatoce Meksykańskiej.
Część z tych opowiadających się za Celtics przypomina styl, w jakim rozbili oni Lakers dwa lata temu, podkreśla, że Boston w playoffach całkowicie zatrzymał już trzy z czterech największych gwiazd ligi (Dwyane Wade, Lebron James, Dwight Howard, teraz Kobe Bryant...?), że Lakers nie poradzą sobie z fizyczną, brudną i twardą obroną Celtów, że ekipa Doca Riversa, kiedy występuje w pełnym składzie od trzech lat nie przegrała jeszcze serii w playoffach.
Ci typujący Lakers swój strzał argumentują przede wszystkim odpowiedzią ekipy Phila Jacksona na motory napędowe Celtów - Rajona Rondo prawdopodobnie kryć będzie Bryant, a Paula Pierce'a Ron Atest, z którym ten ma na pieńku. Do tego przypomina się, że Kendrick Perkins zebrał już w tegorocznych meczach posezonowych 6 przewinień technicznych i na pewno złapie następne, eliminujące go z gry w którymś, arcyważnym finałowym spotkaniu.
W porównaniu z finałami sprzed dwóch lat to Lakers mają mocniejszą kadrę. Dołączył do nich idealny plaster na Paula Pierce'a Ron Artest, choć kilkanaście minut w każdym spotkaniu grać będzie Andrew Bynum, a Lamar Odom będzie znacznym wsparciem z ławki rezerwowych. Do tego wiadomo jak ogromne problemy w ataku mają Celtics, gdy jeden z ich liderów (Rondo lub Pierce) nie ma swobody w ofensywie. Lakers wydają się zespołem bardziej kompletnym, który jednak nie przechodził jeszcze prawdziwego testu (w półfinałach i finałach konferencji natrafiał na idealnych dla siebie przeciwników niegrających praktycznie w obronie). Kobe Bryant jest jednak na tyle zdeterminowany (i zdrowy) aby wziąć rewanż za finały 2008.
Seria zapowiada się więc nie tylko na fascynującą, ale przede wszystkim długą. Z 11 spotkań w finałach obu ekip, tylko 2 kończyły się w pięciu lub czterech meczach. Pięciokrotnie do wyłonienia mistrza potrzeba było 6 starć, cztery razy aż siedmiu. Wszystko więc wskazuje na to, że przed nami koszykarski maraton, którego nie zapomnimy przez lata.
Mój Typ 1: Nie Wygra (LAY) Boston +2.5 do przerwy
Kurs: @2.20
Stawka: 2/10
Zobowiązanie: 2.40
Mój Typ 2 (długoterminowy): Wygra (BACK) Wynik rywalizacji - 4:3 dla Lakers
Kurs: @4.40
Stawka: 1/10



