Znam, lubię, szanuję
Bożydar Iwanow
/
Bożydar Iwanow /
18 października 2009 /
Skomentuj
Bywam ligowym malkontentem. Czasem naszej ekstraklasy po prostu nie da się oglądać. Ale po przerwie na reprezentację na kilku piątkowo-sobotnich meczach oko zawiesiłem z przyjemnością. Mimo, że pogoda już nie najprzyjemniejsza a stan muraw również pozostawiał wiele do życzenia.
W zasadzie trzeba by zacząć od Legii, ale - szczerze? Pisałem już o niej tyle w różnych miejscach, że już nie chce mi się powtarzać. Ten zespół stoi od trzech lat w miejscu, kompletnie się nie rozwija. Właściciele czyli ITI imponują mi swoją cierpliwością, Bogusław Cupiał pewnie już dawno pogoniłby Jana Urbana. Znów odzywa się syndrom słabości Legii na obcych boiskach. Przecież z Białegostoku i Gliwic kandydat (????) do mistrza Polski przywiózł jeden punkt i jednego gola. Trener Legii zrównany z ziemią przed rokiem przez media i internetowe fora, kiedy powiedział, że klub z Łazienkowskiej nie ma takiej historii, żeby ktoś się go przed każdym meczem obawiał, miał jednak rację. Spójrzcie na wyjazdowe wyniki w tym sezonie. Tragedia. W następnej serii Legia na szczęście dla siebie gra ...u siebie. Ale ten zespół ludzki ma jakąś blokadę. Jakby nie potrafił przeskoczyć pewnego pułapu. A kto się nie rozwija, wiadomo, cofa się. Wiosna będzie już ostatnią na zaprzeczenie tego stwierdzenia.
Ale miało być optymistycznie, a ja znów swoje :-))). To teraz ciepło. Dla Ruchu Chorzów i Waldemara Fornalika. Wszyscy są w szoku, że „Niebiescy" siedzą wygodnie w fotelu lidera. Że nie dostający na czas wypłat piłkarze mieli raczej bronić się przed spadkiem, a nie (prawie) wszystko wygrywać. Jakby nie pamiętali, że już wiosną gdy drużynę przejął „Waldi" klub z Cichej grał mądrą, dobrze zorganizowaną piłkę, z Pucharu Polski wyeliminował ... Legię, a w finale tych rozgrywek minimalnie przegrał z Lechem. Gdyby „Kolejorz" zdobył mistrza, Ruch zagrałby w europejskich pucharach! Przypadku w tak wysokim obecnie miejscu w tabeli żadnego więc nie ma.
Każdy z dziennikarzy-komentatorów ma swoje trenerskie sympatie i jak nie ukrywam, że Fornalika znam, lubię, szanuję. Niektórzy szkoleniowcy, im wyżej w lidze i więcej na koncie lekko odlatują. Albo nie wytrzymują presji. Dodzwonić się ciężko, zaprosić do studia trudno. A jak jeszcze skrytykujesz... Trenera Ruchu znam jeszcze z piłkarskich czasów, bo swe pierwsze kroki - także te zawodowe - stawiałem na Śląsku. Fornalik po ludzku nic się nie zmienił. Jest słowny, rzetelny, nigdy nie robi fałszywych ... nomen omen „ruchów". Nie ściąga z zagranicy - jak mówi Franek Smuda - „szrotu". Opiera zespół na Polakach, stara się, by w Chorzowie znaczną rolę odgrywali Ślązacy, podał rękę Andrzejowi Niedzielanowi, którego odstrzelono w Wiśle. Jego charakter, fachowość i brak wchodzenia w podejrzane układy procentuje. W Chorzowie Fornalik tworzy fajny sportowo klub. Jak dojdą do tego sprawy organizacyjno - infrastrukturalne, będzie już w pełni cudownie.



