Majewski go nie chciał, a on wygrał na Barcelonie!!!
Bożydar Iwanow
/
Bożydar Iwanow /
23 października 2009 /
Skomentuj
Podobno nie kopie się leżącego i ja też nie lubię się znęcać. Ale życie mnie zmusza do tego. Znów muszę się „poczepiać" „tymczasowego". Selekcjonera.
Rozsiadłem się jak zwykle we wtorek na kanapie by zobaczyć mecze Ligi Mistrzów i nie wiedziałem, co wybrać. Gdyby w pierwszym składzie Rubina Kazań wyszedł Rafał Murawski, zostałbym na Camp Nou w Barcelonie, by przekonać się jak gra reprezentant Polski skreślony z listy pierwotnie powołanych na mecze z Czechami i Słowacją. Decyzją Stefana Majewskiego. „Muraś" usiadł jednak na ławce, więc zacząłem od Anfield i meczu Liverpool - Olympique Lyon. Na drugą połowę przeniosłem się do Barcelony, bo tam do przerwy wynik był sensacyjny - 0-1 - a za kontuzjowanego Siegieja Siemaka wszedł Polak.
I może nie był to fenomenalny mecz Murawskiego, bo Rubin przecież przez całe spotkanie bronił się głęboko na swojej połowie, ale były zawodnik Lecha naprawdę mi się podobał. Aktywny, ruchliwy, szukający gry i prostych rozwiązań w grze do przodu. Grał ostro, dostał kartkę, widać, że motorycznie przygotowany jest wzorowo, owszem, zaliczył jedną niebezpieczną stratę, ale ludzie! Przecież naprzeciw stała Barcelona! Zlatan, Xavi, Iniesta i Messi. A nie wschodzące lub zachodzące gwiazdeczki z Czechów i Słowacji. A zatem - gęba się śmiała widząc rodaka walczącego jak lew z najlepszymi piłkarzami globu i to piłkarza zwycięskiego!
Skoro Murawski w weekend mógł zagrać cały mecz w lidze rosyjskiej i wczoraj zagrać ponad połowę w Champions League to czy nie nadawał się na polska kadrę? Pytanie wydaje się być retoryczne. O kolejnym dobrym występie Michała Żewłakowa w Olympiakosie już z grzeczności nie mówię. Jego na liście nie było w ogóle.
Nie mam nic do Stefana Majewskiego jako człowieka. I nawet trenera. Ale ja też nie biorę się za sprawy, z którymi wiem, że nie dam sobie rady. Jestem doświadczonym dziennikarzem ale mimo zachęcania mnie do prowadzenia studia Formuły Jeden nie biorę się za to, bo się w tym średnio czuję. Majewski w roli selekcjonera też raczej nie za bardzo. Bo jak sama nazwa mówi, jego głównym zadaniem jest selekcja. A tej - mimo swoich niewątpliwych szkoleniowych walorów - dokonał złej.
Widzę, że władze PZPN powoli też dochodzą do podobnych wniosków i coś mi się zdaje, że nie zwiążą się z nim na dłużej.



