Łaska kibica
Bożydar Iwanow
/
Bożydar Iwanow /
15 listopada 2009 /
Skomentuj
Polski kibic jest dobroduszny.
Przykład: Pierwsza połowa meczu Polska - Rumunia. Kibice przy Łazienkowskiej skandują „Franek Smuda! Czyni cuda!". Nowy selekcjoner obraca się do trybun i bije im brawo. Na Legii go lubią, mimo, że mistrzostwa z nią nie zdobył, a raczej je z Widzewem klubowi z Powiśla odbierał. Franz wie, że ma wsparcie w debiucie. Stefan Majewski takiego w życiu by nie miał. Wyborna sytuacja jak na pierwsze spotkanie nowego selekcjonera.
Polski kibic jest szyderczy.
Przykład: Druga połowa meczu Polska - Rumunia. Kibice już nie skandują. Pojawiają się pojedyncze okrzyki. „Franek? Co? 0-1." Z tych samych sektorów. Z gardeł tych samych ludzi. Bo Polska, która miała grać jak za dawnych lat przegrywa. Trener już się nie obraca do trybun. Udaje, że nie słyszy. Już nie jest tak przyjemnie na duchu. Trudno się dziwić.
A potem pojawiają się okrzyki „Janusz! Wójcik!". On przynajmniej swój selekcjonerski debiut na Legii wygrał. A nawet słynne i dawno niesłyszane „Leeeeoooo!!!". Przepowiadałem to nie tak dawno, gdy Majewski próbował selekcjonerskiego chleba. Że zaraz niektórzy będą tęsknić ze erą Beenhakkera! Taka jest łaska kibica. I jego prawo.
Smuda szat nie rozdzierał. Był nawet zadowolony. Może nawet za bardzo. Powiedziałem mu po spotkaniu, że dobrze się stało, że nie wygrał. Bo by sobie utrudnił dalsze życie. Wszyscy uwierzyliby w te „cuda". Prasa - tak jak po słabym ale zwycięskim sierpniowym meczu z niezaangażowanymi z Grekami - odtrąbiłaby, że znów narodziła się drużyna. Co było dalej, wiemy. Zdobyliśmy jednego gola, po rykoszecie, z Irlandią Północną, resztę przegraliśmy do zera.
Nasza reprezentacja nie zmieni się od tak. Mimo niewątpliwych zalet ale i wad nowego trenera. W Bydgoszczy pewnie tłumów nie będzie. Przynajmniej nikt nie zaśpiewa: „Franek Smuda czyni cuda!". Czeka go raczej ciężka praca. Mam nadzieję, że wczoraj wszyscy to zrozumieli.



