Kto z Franciszkiem? I za ile?
Bożydar Iwanow
/
Bożydar Iwanow /
11 grudnia 2009 /
Skomentuj
Franciszek Smuda.
W weekend kończy się ligowa piłka w Polsce, więc Franciszek Smuda po wizytach na Gali Tygodnika Piłka Nożna i „Oscarach" - obie imprezy naturalnie w stolicy - będzie mógł skorzystać z okazji by porozmawiać o swoim kontrakcie. I współpracownikach. I pensjach dla nich. Grzegorz Lato pewnie będzie w niedzielę i w „Marriotcie" na imprezie, gdzie przyznaje się tytuł Piłkarza Roku, a i w poniedziałek, w Teatrze Polskim, na powracających po krótkiej przerwie (korupcja...) Oskarów.
Wtedy pewnie „Franz" nie usiądzie do rozmów, ale od wtorku musi wziąć się do roboty. I jego prawnicy. Za dużo jest niedomówień i pogłosek dotyczących wydatków. A wszystko powinno być proste i jasne.
Skoro PZPN zatrudnia nowego selekcjonera ma wiedzę, ile ma na jego pensję i płace jego współpracowników przeznaczyć. Po Leo Beenhakkerze 40 tysięcy euro Smudy mimo kwoty olbrzymiej wrażenia nie robi. Holender obrażał działaczy i pobierał dwa razy więcej. Chcąc uniknąć podobnej sytuacji (obrażania), związek zamierza mieć jakiś wpływ na wydatki, ale współpracowników Smuda - jak Leo - ma wybrać samodzielnie. Wybrać tak, ale czy zadecyduje tez o ich wypłatach? Oto jest pytanie!
Hamletem zaczynam „lecieć" więc pora się streszczać. 10 tysięcy euro dla Tomasz Wałdocha zaczyna być w związku ciężarem. Dlaczego, skoro były obrońca Schalke jest pomysłem dyrektora sportowego federacji Jerzego Engela? Czy komuś, kto przez ponad dziesięć lat grał w Bundeslidze można zaoferować mniej? Przecież dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do grubych wypłat to kwota „na waciki". Wałdoch nie będzie pracował za 5 tysięcy europejskiej waluty. Z Jackiem Kazimierskim sprawa jest prostsza, ale trener bramkarzy też będzie chciał zarabiać więcej niż w Wiśle. I co z dyrektorem sportowym, który jest niezbędny w kadrze, by pomóc Smudzie i załatwiać wszystkie ważne sprawy? Sponsorzy, umowy, kontakty z klubami zagranicznymi, musi to być ktoś elokwentny, reprezentacyjny, dobrze wyglądający i wygadany. Za grosze harować nie będzie. Pomysł z Markiem Koźmińskim był świetny, ale chyba umarł, bo ktoś, kto był przez ponad dekadę w Serie A i ma mnóstwo biznesów tez ich nie poświęci by zarabiać „frytki". Na ile „Franz" będzie bezwzględny co do swoich żądań i pomysłów? Czy - znając jego temperament - za chwilę nie zdenerwuje się i nie trzaśnie drzwiami? A może po prostu zgodzi się na oferowane mu warunki i współpracownikom warunki i przymknie oko. Wtedy jednak przegra więcej niż mecz. W związku będą wiedzieć, że mają go w swoim ręku.



