Brawa dla Franza
Bożydar Iwanow
/
Bożydar Iwanow /
02 listopada 2009 /
Skomentuj
Naród odetchnął. Ja też. Selekcjonerem reprezentacji Polski został Franciszek Smuda. Nie Henryk Kasperczak (całe szczęście) i nie Majewski Stefan, który jako kandydat a jednocześnie członek zarządu PZPN brał udział w głosowaniu! Totalna głupota! Po co? Chciał pozostać na stanowisku, a jednocześnie postawić głos na innego trenera? Stefan się wstrzymał, ale przyznacie, że cała ta sytuacja to totalna abstrakcja.
Całe szczęście, że Franz w czwartek wygrał z Polonią Bytom, bo wyciągnął Zagłębie Lubin z ostatniego miejsca w tabeli (spadła na nie Cracovia). To byłby dopiero paradoks historii! Polska wybrała trenera reprezentacji z klubu „czerwonej latarni" ligi.
Oczywiście nie twierdzę, że pozycja „miedziowych" to wina trenera. Ferguson i Mourinho w Lubinie więcej pewnie by nie osiągnęli. Trenera tworzy drużyna i zawodnicy, bez nich sukcesu nie ma. Futbol to nie czary. To talent, umiejętności i ciężka praca. Nie oczekujmy więc od Smudy cudów. Bo że wybrano najlepszego kandydata nie oznacza to, że od razu zaczniemy grać pięknie i wygrywać.
Cieszy mnie pomysł na współpracowników selekcjonera, bo ostatnio bywało z nimi różnie, a u Leo żaden z asystentów się nie wychylał i nie sprzeciwiał. To źle. Smuda chce się otoczyć ludźmi, którzy w piłce coś osiągnęli. Marek Koźmiński i Tomasz Wałdoch większość kariery spędzili na Zachodzie. Są tam szanowani, znani. Znają języki, są niezależni, mają obycie i ogładę. Oraz kontakty. Może namówią do gry dla nas Roberta Aqufreskę i Sebastiana Boenischa. A Krzysztof Dowhań? Skoro wychował Łukasza Fabiańskiego, Jana Muchę i Artrura Boruca, to nic więcej dodawać nie trzeba.
Jeśli tylko cała ta trójka wyrazi zgodę na pracę z kadrą, a tej raczej się nie odmawia, cały ten sztab wyglądać będzie naprawdę bardzo dobrze. I za te pierwsze pomysły już trzeba pochwalić Franza. Choć przypominam raz jeszcze: Nie jest to niestety żadna gwarancja.



