Bożydar Iwanow: Warszawa gorsza od Johanesburga
Bożydar Iwanow
/
Bożydar Iwanow /
11 lipca 2010 /
Skomentuj
Stadion Soccer City w Johanesburgu.
Jestem w RPA. Na zaproszenie jednego z głównych sponsorów mundialu marki Castrol. Wczoraj zabrali nas na bankiet zorganizowany z okazji finału..I rozmach, z jakim go zorganizowano pozwala mi myśleć, że trochę tego oleju muszą sprzedawać-)). Wynajęte tereny Uniwersytetu w Johanesburgu, niesamowite animacje wyświetlane na jego fasadzie - wszystko przygotowywano przez dwa lata (!) plus występy lokalnych zespołów - nie za długie, by nie zanudzić gości. A takżę wizyta ambasadorów marki, trenera Arsenalu Londyn Arsene'a Wengera i byłych mistrzów Świata, Brazyijczyka Cafu I Francuza Marcela Desaillego. Co ciekawe, żaden z nich nie był do dyspozycji mediów - kamera Polsatu i tak była tam półlegalnie-))). Wiadomo, Polak potrafi-))). Bo "gwiazdy" były dla tych, którzy sprzedają Castrola na całym świecie. W tym sporej grupy Polaków. To oni mieli mieć przyjemność uściśnięcia ich dłoni, wspólnej fotki czy krótkiej rozmowy. To była impreza dla klienta. Udało mi się za to porozmawiać z Emilio Butragueno. Słynny "Sęp" lekko się postarzał, ale jego angielski był na imponującym poziomie:
"Dziwię się trochę, że w moim kraju tak często krytykuje się reprezentację Vicente Del Bosque. To najlepsza drużyna jaką kiedykolwiek miała Hiszpania. I wcale nie gra zgodnie z tendencją panująco w obecnej piłce czyli zbyt taktycznie i z nadmierną uwagą na grę defensywną. Ale finał jest zawsze nieprzewidywalny. Holendrzy mają groźną broń w postaci Robbena czy Sneijdera. Liczę jednak, że w niedzielę będziemy szczęśliwi."
Johanesburg to wielka metropolia. Wjeżdża się do niej jak do wielomilionowego miasta w Europie czy w Stanach. Jak przypomnę sobie jaki jest krajobraz gdy podróżuje się do Warszawy od strony Raszyna, to wstyd mnie ogarnia. Nie sądzę, by do EURO mogło się to zmienić. W Afryce wykorzystano mundial. Kraj naprawdę się rozwinął. Choć może nie prowincja.
Mieszkamy jakieś 250 kilometrów od największego miasta w RPA. W hotelu, ktory składa się z afrykańskich domków z przestronną łazienką z olbrzymimi oknami i prysznicem na zewnątrz! Noce są tu faktycznie chłodne, ale rano wziąć kąpiel na wolnym powietrzu to coś naprawdę przyjemnego. Ośrodek jest otoczony drutem z napięciem 9000 wolt. Graniczy z parkiem narodowym, więc nieproszeni goście w postaci lamparta lub lwa nie mogą się tu dostać.
Okolica nie jest specjalnie imponująca. Kopalnie platyny, uranu i tytanu, trochę wzgórz ale ogólnie niziny porośnięte spaloną trawą. Nie wpadłem też w zachwyt zwiedzając słynne Sun City, gdzie odbywały się niegdyś wybory Miss Świata. Takie gorsze Las Vegas, wszystko wygląda bardzo sztucznie, a kasyno mnie nie pociąga, więc na weekend bym tu się nie wybrał.
Dziś prawdopodobnie zobaczymy sam Johanesburg i to nie by night. Mamy się spotkać także z Marcelem Desaillym. Program jest dość napięty, ale postaram się znaleźć dla Was czas, może tuż po finale.



