Bożydar Iwanow: Przeciąganie liny
Bożydar Iwanow
/
Bożydar Iwanow /
01 czerwca 2010 /
Skomentuj
Jak Wam się podoba transferowa saga Roberta Lewandowskiego? Niby już wszystko było dogadane, chłopak zaliczył testy i mógł szykować się do wyboru numeru na koszulce i poszukiwań lokum w Dortmundzie, a tu nagle stop! Lech chce „piątkę", Niemcom wydawało się, że mają zapłacić najwyżej 4...
Normalnie powiedziałbym: w Poznaniu rozrzutni za bardzo nie są, więc bić będą się o każdego euro centa. Bo jak oddadzą co należne PZPN-owi (jakieś 8,5 %), menedżerowi i samemu „Lewemu" (kolejna dycha), zapłacą też coś Zniczowi, okaże się, prawie „bańka" z tego interesu odpłynie gdzie indziej. Milion odjęty z pięciu, a milion odjęty z czterech, to zupełnie co innego.
W „Kolejorzu" głupi nie są i wiedzą, że chłopak ma super papiery na granie i że można wyciągnąć za niego coś więcej. Ale muszą też wiedzieć, że skoro się dogadali na taki procent i na odejście piłkarza już w tym oknie i właśnie do BVB, powinni dotrzymać warunków umowy. Niestety wiem, że w piłce słowo ma niewielkie znaczenie. Liczy się to, co na papierze.
Rozumiem biznesowe myślenie Lecha, bo piłka to biznes i trzeba bić się w niej o swoje. Szkoda mi tylko samego Lewandowskiego. To jeden z najbardziej bystrych i mądrych chłopaków w naszej piłce. A skoro sam właściciel klubu Jacek Rutkowski mówi, że „rzuca papierami" w kierunku prezesa, musi być wyprowadzony z równowagi. I wcale mu się nie dziwię.
W Dortmundzie też nie pracują „ułomni". W piłce mają pewnie większe doświadczenia niż Rutkowski, Kasprzak czy Pogorzelczyk. W europejskiej hierarchii też są nieco wyżej niż Lech. I ciągle są bardziej atrakcyjnym adresem. Roberta chcą, to pewne. Ale nie za wszelką cenę. Cztery miliony mogą wydać gdzieś indziej.
Dość tych wzajemnych oskarżeń na łamach prasy i różnych wersji wydarzeń. Czas na porozumienie. Jeśli przeciąganie liny trwać będzie za długo, to ona się zerwie. A wtedy najbardziej cierpieć będzie Robert. A tego przy Bułgarskiej nikt chyba nie chce...



