Bożydar Iwanow: Profesjonalizm po polsku
Bożydar Iwanow
/
Bożydar Iwanow /
21 maja 2010 /
Skomentuj
Obiecałem, że będzie coś o lidze, to dotrzymuję słowa. Ale nie zamierzam się pastwić ani nad Mariuszem Jopem, bo to nie przez niego Wisła straciła tytuł. Nie będę zachwycał się Lechem Poznań, bo choć grali tej wiosny najładniej i najrówniej, to testem będzie dla nich Europa. Nie będę też cieszył się ze spadku Odry Wodzisław, bo telewizyjnie wprowadzałem ten klub do ekstraklasy i komentowałem nawet ich mecz w Pucharze UEFA (sic!) z Rotorem Wołgograd, więc mam prawo czuć do klubu z B3* sympatię.
Będzie raczej o podejściu do zawodu i ostatnich występach piłkarzy Legii. Gdy pojawiła się informacja nowego prezesa klubu, że z większością z nich nie zostaną przedłużone umowy, wraz z nią wiązano serie porażek klubu. Gro napotkanych przez mnie kibiców czy dziennikarzy twierdziło, że taka sugestia była strzałem w kolano. „Skoro ma nas tu nie być, to nie będziemy się zabijać dla przyszłości klubu" - taki miał być sposób myślenia odstawionego w niedalekiej przyszłości zawodnika. Bo taki jest tok rozumowania Polaka. Gdy poddawałem pod wątpliwość takie podejście, pytano mnie: a ty co byś robił? Chciałoby ci się zabijać, męczyć, starać, choć byś wiedział, że zaraz się będziesz stąd „zawijać'?
Otóż, chciałoby mi się. Wiem, że Polska to dziwny kraj, gdzie wszystko odbywa się na nieco innych zasadach niż gdzie indziej, ale nie róbmy z każdego z nas „lesera". Profesjonalizm wymaga od pracownika zaangażowania po ostatni dzień wypełniania obowiązków, więc nie chce mi się wierzyć, by każdy legionista miał w d... jak jego gra do końca sezonu będzie wyglądać. Przecież ostatni mecz sezonu to nie był koniec świata. Za chwilę ktoś będzie chciał się z takim piłkarzem związać i pewnie jego postawie będzie się przyglądać.
Niestety w polskiej piłce często o podpisaniu kontraktu decydują układy menedżerów z trenerami i przepływ między nimi pieniędzy. Wiedzą o tym wszyscy - jak parę lat temu o ustawianiu meczów - ale tak jak w tamtym przypadku nikt o tym głośno nie powie. To rozleniwia zawodników, ale nie róbmy ze wszystkich pozbawionych jakichkolwiek zasad leni. I mam nadzieję, że dożyjemy takich dni, że o kontrakcie i transferze decydować będą tylko sportowe czynniki, a nie „działki" i znajomości. Wtedy mniej będzie podejrzeń i domysłów. Zaangażowanie musi być wszechobecne bez względu na okoliczności i przyszłość. A jak ktoś zagra wyjątkowo słabo wynikać to będzie ze złego przygotowania, a nie z poza-piłkarskich względów.
*Bogumińska 3, a więc adres siedziby i stadionu klubu.



