Bożydar Iwanow: Jeszcze o mundialu
Bożydar Iwanow
/
Bożydar Iwanow /
19 lipca 2010 /
Skomentuj
Mistrzowie Świata 2010.
Dziś mija dokładnie tydzień od zakończenia Mistrzostw Świata w RPA. Powrót z afrykańskiego ... chłodu do polskich ... upałów nie był dla mnie łatwy. Choć na mundialu generalnie zmarzłem, a podczas finału co kwadrans musiałem do swojego ubioru coś dokładać, bo temperatura spadała w błyskawicznym tempie. Firma Castrol, która zaprosiła mnie na tę imprezę, była „przygotowana do zajęć". Każdego ranka otrzymywaliśmy sms-a z dokładną prognozą pogody i sugestią, co na siebie założyć. Zaopatrzyła też każdego ze swoich gości w ciepłe ubrania, czapki, rękawiczki i szaliki! Nigdy bym nie przypuszczał, że w takim zestawie obejrzę pierwszy afrykański finał mistrzostw świata.
Jak wyglądał mecz, każdy widział. FIFA nauczona przykrym doświadczeniem spotkania Argentyna - Meksyk, kiedy na telebimie pokazano, że gol dla ekipy Diego Maradony padł po ewidentnym spalonym, bardzo oszczędnie i ostrożnie korzystała z możliwości serwowania stadionowym widzom replay'ów. Nikt z nas zatem nie miał pewności, czy gol Iniesty nie padł przypadkiem z pozycji ofsajdu. Realizatorzy bali się po prostu zaprezentować powtórkę. I to w końcówce dogrywki batalii o złoto.
Stadion Soccer City w Johanesburgu wygląda lepiej na żywo niż w telewizji. Widoczność jest bardzo dobra. Odległości między siedziskami jak i rzędami wystarczająco duże. W kontekście EURO 2012 zastanawiam się, czy z jakością serwowanych dań i napojów będzie podobnie. Kawa nie przypominała nawet produktu kawo-podobnego, Budweiser w plastiku jest ohydny. Jeśli piwo będzie sprzedawane u nas, to będzie to Carlsberg? Bo nie sądzę, była to któraś z naszych marek, i tak produkowanych już przez wielkie zachodnie koncerny.
Z „kwalitetem" pamiątek też „szału nie było". T-shirty wyglądały tragicznie, ze znalezieniem właściwego rozmiaru był duży problem, sprzedawcy w ogóle nie orientowali się w tym, co mają. „S" wyglądało jak „L", „M" jak „XL", wszystko generalnie mocno przebrane, a breloczków, które są zawsze handlowym hitem nigdzie nie uświadczyłem! „Sold Out" słyszałem wszędzie. I to w sklepach na lotniskach w Kapsztadzie i Johanesburgu. Na stadionie można było kupić dwie brzydkie koszulki, koślawą bejsbolówkę oraz piłkę Jabulani, którą dostanie się też w naszym Decathlonie i to zdecydowanie taniej. Zawsze coś przywoziłem znajomym, tym razem nie było praktycznie takiej możliwości. Mam nadzieję, że skoro „Narodowy" znajduje się na zgliszczach „Jarmarku Europa" nasz towar nie będzie podobnej jakości jak sprzedawany tu przez lata tekstylny chłam.



