Bo trawa była za mokra...
Bożydar Iwanow
/
Bożydar Iwanow /
12 października 2009 /
Skomentuj
Najlepszego dnia na rozpoczęcie pisania swojego bloga dla Was nie mogłem sobie wybrać-))). Właśnie skończył się mecz w Pradze. Śmiać mi się chce, nie płakać. Zawsze lubię te tytuły w prasie w dniu meczu.
„Powtórzcie Chorzów", „Zagrajcie jak z Portugalią", „Zróbcie to" i tego typu historie. Nie wiedzieć czemu w narodzie zawsze tli się nadzieja. Coraz mniej chyba.
Zadzwonił do mnie przed chwilą „Kowal" czyli nasz Polsatowy ekspert-szyderca. „Spełnili moją prośbę" - rzucił. „Apelowałem by dali „ciała" i zwolnili Stefana. Moi młodsi koledzy zagrali tak jak trzeba. Kto będzie chciał takiego selekcjonera?" Dobry jest, nieprawdaż?
Boję się jednak, że chłopaki z federacji pozdrawianej już z każdego stadionu, gdzie gra jakaś nasza drużyna, są innego zdania. Układ jest i basta. Wzajemnej nieudolności i adoracji. Kompromitacja. Nie pierwsza i nie ostatnia. Jak powiedział właśnie Włodzimierz Szaranowicz, w tabeli jesteśmy przed San Marino. Już Leo Beenhakker mówił przecież, że trzeba być po jasnej stronie księżyca.
Wracając do gazet. Zobaczyłem dziś Stefana Majewskiego pod kolorowym parasolem, w barwach tęczy. Przypomniał mi się Steve McClaren, selekcjoner Anglików, który pod czarną „umbrellą" przegrał z Chorwacją awans do EURO 2008. My tam zagraliśmy, drewniaki z Austrii też, a Lampard i Rooney nie. To dopiero była draka. McClarena pogonili bo się nie nadawał. Stefan też nie.
Atutów polska piłka ma mało, a on jeszcze je zminimalizował. W bramce postawił na gościa z Iraklisu Saloniki, który nie potrafi grać nogami, a przy pierwszym golu piłka turlała się do bramki dwa dni, a on nie zareagował. A w Manchesterze United mamy Kuszczaka, w Celtiku Boruca. Po co, skoro jesteśmy słabi, jeszcze nas osłabiać?
W obronie facet z pierwszej ligi, czyli z drugiej, bo Cracovia sportowo przecież spadła z ekstraklasy. Zamieszany jest przy dwóch bramkach. Dobrze, że karierę przed meczem zakończył Koller, bo by nam jeszcze przy swoim wzroście ze trzy wpakował. Michał Żewłakow, który niedawno radził sobie z Van Persie'im czy Arszawinem został w swoim domu w Atenach.
Gdzie byli szybcy napastnicy? Co się dzieje z Jakubem Błaszczykowskim? Gdzie odważnie grający boczni obrońcy? Gdzie było gryzienie trawy? Wiem, że była mokra. Może nawet za mokra. Jeden z moich kolegów dziennikarzy w TV mówi, że było strasznie ślisko. Fakt, Czesi mieli inne boisko. Nawet rozłożony kolorowy parasol trenera przed deszczem nikogo z tej kadry nie uchroni. Ulewą. Burzą. Krytyki i zniesmaczenia. Na Grzegorzu Lacie nie zrobi to żadnego wrażenia. Jak w tym kawale, że plują. A w środę przyjadą walczący o awans Słowacy. Znów będzie śmiesznie. I strasznie.
Do kolejnego zblogowania.



