Analiza psychologiczna
Bożydar Iwanow
/
Bożydar Iwanow /
29 stycznia 2010 /
Skomentuj
Trwające w Austrii Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej mężczyzn po raz kolejny pozwalają mi dokonać analizy psychologicznej polskiego kibica. Znów cały (prawie) naród dopinguje biało-czerwonym sportowcom. Bo ci wygrywają. I to w dramatycznych okolicznościach. Kochamy to. To samo czujemy gdy wygrywa Justyna Kowalczyk, czy po medale olimpijskie sięgają ci, co rzucają młotem bądź dyskiem czy też pchają kulę. Mimo, że te dyscypliny na co dzień normalnie nas nie interesują. Szanse, na usłyszenie „Mazurka Dąbrowskiego" i zobaczenie „biało-czerwonej" na maszcie napawają nas dumą. I to jest okay.
Żałuję tylko, że rzadko w parze z tymi zapierającymi dech w piersiach odczuciami idzie coś więcej. Czyli - zainteresowanie na dłużej daną dyscypliną. Poznanie jej tajników, zasad, przepisów, co akurat w piłce ręcznej ma szczególne znaczenie. I oglądanie jej na co dzień, nie tylko w reprezentacyjnej odsłonie, ale i w lidze. Wymagam za dużo? Nie. Po prostu dla mnie idealny i prawdziwy kibic, to ten, który interesuje się drużyną nawet wtedy, gdy jest źle. A nawet bardziej właśnie wtedy, gdy ma pod górkę. Zespołom, które odnoszą sukcesy kibicować nie sztuka. Tym co grają słabo - jest godne podziwu.
Religią w Polsce stała się siatkówka. Widzę to po wynikach oglądalności meczów w Polsacie Sport i Polsacie Sport Extra. Nawet teoretycznie mało ciekawy mecz Mistrzostw Świata czy Ligi Światowej przyciągnie ponad sto tysięcy widzów. To samo w halach, na lidze męskiej i żeńskiej, o rozgrywkach reprezentacyjnych nie wspominając. Z piłką nożna, od zawsze numerem jeden, bywa różnie. Polscy fani są z nią, jak jest dobrze. Czyli tradycyjnie na nasze schematy. Pamiętacie problemy ze sprzedażą kilku tysięcy biletów na Łazienkowską, na mecz z Serbią, gdy Leo Beenhakker przegrał pierwsze spotkanie eliminacji EURO 2008 z Finami? Ciężko było zapełnić obiekt na Legii. A gdy tylko udało się ograć Portugalię na następne potyczki brakowało biletów. Zainteresowanie sięgało ponad czterysta procent realnych możliwości i pojemności stadionów.
Czy Anglicy, gdy ich reprezentacja nie awansowała do Mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii, odsunęli się od kadry i przestali chodzić na mecze? Wiadomo, że nie. Chciałbym widzieć i u nas takich fanów. Co są z drużyną czy indywidualnym sportowcem na dobre i na złe.



